Written by 20:44 Mity i legendy 2 komentarze

Bestiariusz początek…

Jako fan Wiedźmina pomyślałem, że napisze coś skrzatach, o wodnikach, rusałkach, biziach, kadukach i samojadkach. Kojarzycie? Spokojnie chętnie wam coś o nich napisze, a może i opowiem:)

AITWAR – żaden avatar, to nasz swojski Litewskiego pochodzenia duch domowy. Za kawałek miejsca do spania i pełną michę znosił swym gospodarzą do chałupy różne dobra. Tak trochę sroczka z charakteru, bo z wyglądu przypominał postać małego skrzydlatego węża z głową ptaka i rozłożystym ogonem, przypominał trochę wyliniała miotłę. Co noc aitwar zrywał się ze swojej miejscówy i przez komin ulatywał hen hen….. no nie daleko. Krążył nad wsią żarząc się słabym światłem. Upatrzywszy sobie jakąś chałupę, wlatywał tam bezszelestnie i nie wybrzydzając kradł co popadło. Obładowany łupem wracał do swoich opiekunów, sapiąc przy tym ciężko i skrząc się strasznie. Upodobniało go to do spadającej gwiazdy, dlatego chłopi widząc to zjawisko astronomiczne, zawsze nabożnie żegnali się znakiem krzyża. Wierzyli, iż to pierzasty demon wraca właśnie z udanej złodziejskiej wyprawy.

AŁBAST – to występujący na naszych kresach wschodnich (a przybyły z Rusi), pradawny demon żyjący w przybrzeżnych wodach rzek i jezior. Powstał podobno z dziecka przeklętego i utopionego przez własną matkę. Wskrzeszony złą mocą rósł pod wodą, przybierając postać przypominającą kształtem wielkiego… karpia. Niekiedy można było go spotkać, gdy pluskał się w płyciźnie lub grzał tłuste ogonodupsko na brzegu. Broń Panie Boże, żeby mu wtedy przeszkadzać. Ałbast bowiem, pomimo swojej wielkiej wagi, zapierdzielał jak dyliżans. Błyskawicznie chwytał swoje ofiary, wciągał je w głębinę i topił w wirze wodnym. Co sprytniejsi rybacy próbowali wręczać mu łapówy, składając w ofierze żywe kury, kaczki a nawet… konie. Stwór chętnie przyjmował daninę, ale nigdy nie było pewności, czy go w pełni zadowoli. A swoją drogą karp wierzchem na koniu, no taki widok mógł zadziwić niejednego wiedźmina który by chciał ubić stwora:). Roztropni ludzie omijali więc zamieszkane przez niego akweny szerokim łukiem, a głupi… cóż tych nikt nie żałował.

Z góry przepraszam za moje audio, dopiero się uczę ogarniać temat. Mam nadzieje, że z czasem będą lepsze te audiologi. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do komentowania:)

Garść literatury:

  1. W. Gaj-Piotrowski, Duchy i demony, Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, Wrocław 1993.
  2. A. Gieysztor, Mitologia Słowian, Wydawnictwo Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1982.
  3. L. Siemieński, Podania i legendy polskie, ruskie i litewskie, PIW, Warszawa 1975.
  4. P. Zych, W. Vargas, Bestiariusz Słowiański Cz. I i II, BOSZ, Olszanica 2017.
  5. Trochę wiedzy własnej i interpretacja:)
(Visited 167 times, 1 visits today)
Close