Written by 21:53 Mity i legendy, Świętokrzyskie, Zamki i pałace • One Comment

Legendy Sandomierza

Tak stare miasto jak Sandomierz, ma oczywiście wiele legend i opowiastek. Ostatnio udało się nam załapać na jednodniową wycieczkę do Sandomierza, więc przeczytałam kilka legend, które tu chciałabym Wam przytoczyć.

Pierwszą legendą, która przewijała się przez cały czas naszej wycieczki, była opowieść o dzielnej dziewoi [normalnie taka Wonder Woman – Tomek], która uratowała miasto przed trzecim najazdem Tatarów, czyli:

O Halinie Krępiance

Sandomierz był kwitnącym grodem, gdy najazd Tatarów położył się cieniem na losach mieszkańców. Pod chmurą strzał, wielu dokonało swego żywota, a dziki najeźdźca wciąż nacierał spragniony łupów i krwi.
W owym czasie kasztelanem Sandomierza był dzielny Piotr Krępa, który szybko poznał że Tatarzy nie odpuszczą, póki miasto nie padnie. Postanowił on z Tatarami targu dobić, obiecując wszelkie kosztowności, jeśli zaniechają dalszych ataków. Wraz ze swym bratem Zbigniewem, udał się on do tatarskiego przywódcy, by ustalić warunki porozumienia. Tatarzy zaś, jak to mieli w swym zwyczaju, pojmali dwóch śmiałków, o ugodach żadnych nie chcąc słyszeć.
Ciężkie nadeszły dla Sandomierza czasy, gdy swych dzielnych obrońców stracił, a zbóje kolejny raz zaatakowały, puszczając miasto z dymem. Tych co przeżyli, zgromadzili nad Wisłą gdzie oddzielili zdrowych od kalekich. Pierwszych w jasyr wzięli, drugich mordując bez litości.
W tych mrocznych czasach, opiekunka córki nieszczęsnego Piotra Krępy zdołała z małą uciec i znaleźć schronienie w zapomnianych podziemiach zamku, gdzie spędziły kilka tygodni w ciemności i wilgoci. Mała Halina, pragnąc wypełnić czas spędzony w ciemnych korytarzach, błąkała się poznając jeden po drugim, a gdy wreszcie ucichły ostatnie okrzyki najeźdźców, wraz ze swą piastunką wyszły na powierzchnię, gdzie nieliczni ocaleni zmarłych chowali.
Gdy dziewczę wyrosło na piękną kobietę, księżna sandomierska na dwór ją sprowadziła, jako córkę bohatera nieszczęsnego. Zamiast jednak dworskiego życia uroki poznawać, wolała Halina do podziemi wracać, aż żaden korytarz obcym jej nie był.
Księżna wybrała dziewczynie męża dzielnego, Janka z Pilawy, za którego Halina wyszła z radością. Nie było jej jednak dane dzielić z małżonkiem lat długich, gdyż ukochany padł pod tatarskim ostrzem, w serce godzony. Kolejny raz Tatarzy zabrali młodej dziewczynie najdroższą jej sercu osobę.
Gdy ordyńcy ponownie stanęli pod Sandomierzem, waleczny książę Leszek w Krakowie przebywał, a obrony miasta dzielny Witkon miał się podjąć. Poszła do niego Halina, przedstawiając plan ocalenia miasta, a w jego serce nowa nadzieja wstąpiła.
Halina stanęła przed obliczem wodza tatarskiego, prosząc by ten spalił miasto doszczętnie, nikogo nie oszczędzając. Prośbę swą podparła opowieścią, jakoby wielkiego nieszczęścia od mieszkańców zaznać miała, a z jej pięknego oblicza taka nienawiść biła, że Tatarzy słowom dzierlatki wiarę dali. Wprowadziła ich w ciemne korytarze, wizją bogactw pod zamkiem ukrytych mamiąc, a gdy wszyscy wojownicy chana weszli, mieszkańcy miasta wejście do tunelu zasypali, grzebiąc dzielną niewiastę wraz z wrogiem.
Gdy wódz tatarski pułapkę odkrył, przebił pierś dziewoi oszczepem, a spod spódnic Haliny wyleciał biały gołąb [porządna kobieta to była, że aż gołębie pod kiecką hodować mogła – Tomek], który ku wąskiej szczelinie uleciał [jednak tego nie skomentuje:P – Tomek], o ocaleniu miasta Witkona powiadamiając.

O rękawiczkach królowej Jadwigi

Sandomierski zamek szczególne zajmował miejsce w sercu młodej królowej. Bywało że wyprawiała się doń jeno w towarzystwie woźnicy i hajduka, i tak samo było owego zimowego dnia. Skrzył się śnieg pod kopytami końskimi, a wiatr w oblicze pięknej pani i jej towarzyszy uderzał. Jednak im bliżej wieczora, tym pogoda coraz bardziej kapryśna się stawała, w kurniawę przechodząc. W zamieci srogiej, próżne były wysiłki woźnicy, by drogi z oczu nie stracić.
Wtem sanie królewskie w zaspę wielką wpadły a wysiłki woźnicy, by wyrwać powóz z ramion śniegu, na nic się zdały. Gdy wieczór się zbliżał, zerwał się hajduk i przez śnieg ruszył, by pomocy szukać.
Gdy zapadła noc zimowa, a w oddali słychać było złowrogie wycie [prawie jak na promocji w dyskontach – Tomek] na horyzoncie jakowaś łuna się pojawiła [firma windykacyjna “Czyngis-chan – Tomek]. Oto hajduk wieś odnalazł, a gdy ludzie usłyszeli, kto taki w zaspie ugrzązł, ruszyli z pochodniami, pomoc swej Pani niosąc. Gdy dziesiątki ramion powóz chwyciło, śnieg ściskający płozy ustąpić musiał. Podziękowała Jadwiga swym wiernym poddanym za pomoc, a gdy Ci na kolana przed jej obliczem padli, zaczęli prosić by łaskawa pani, resztę tej nocy w ich skromnych progach przeczekała. Przyjęła królowa ofiarowaną gościnę z wdzięcznością, a chłopi poprowadzili jej powóz, by więcej w zaspie nie utonął.
Dotarłszy do swojej wioski, ugościli monarchinię wszystkim co mieli, w chacie sołtysa nocleg pod ciepłymi skórami przygotowując. A gdy udała się Jadwiga na spoczynek, nad snem spokojnym swej pani czuwali.
Rano wstała królowa wypoczęta, a gdy wyszła przed chatę, ludzie przywitali swą panią okrzykami radości. Wzruszona Jadwiga podziękowała za wspaniałą gościnę i w dowód wdzięczności… swoje rękawiczki sołtysowi ofiarowała [mówiłem jak na promocji, a głupie chłopy myśleli, że pękaty mieszek dukatów dostaną – Tomek], nim ruszyła w dalszą drogę.

O Henryku Sandomierskim i pięknej Judycie

Kiedy książę Henryk powrócił z wyprawy krzyżowej do Sandomierza, jego poddani wyszli na ulice by powitać swego pana. Na ich obliczach było tyle samo radości co i ciekawości, ponieważ książę przywiózł ze sobą piękną panią. Przybywszy na zamek, książę rozkazał przygotować dla pięknej nieznajomej najlepsze komnaty, a ją samą przedstawił wobec dworu jako Judytę,ubogą żydówkę [łoo MatkoBoska, wszędzie spiski, służby i loże – Tomek] którą obdarzył głębokim uczuciem i nakazał by okazywać jej względy, jakoby tu księżną była [taa pojechał na bożą wojnę, a babe se przywiózł – Tomek]. Zdumieli się duchowni, dostojnicy świeccy i służba cała, ale polecenia księcia nikt nie ośmielił się kwestionować.
Henryk i Judyta żyli razem, szczęściem swoim się radując. Książę bezgranicznie ufał swojej ukochanej, często pytając ją o zdanie w trapiących go kwestiach. Nie podobało się to ani rycerstwu ani duchownym, a i służba po kątach gadała, że książę tylko z kochanką swą czas chce spędzać [szok zamiast klęczeć na zimnych posadzkach w kościele czy wysłuchiwać nudnych narad, on wolał z nią testować wytrzymałość siennika – Tomek]. W końcu dostojnicy świeccy i duchowni zabrali głos, że nie godzi się by Judyta miejsce prawowitej księżnej zajmowała. Mimo że dobrej natury, niskie pochodzenie szlachetnie urodzonych oburza, a że książę w grzechu z nią żyje, wzbudza wśród poddanych zgorszenie.
Henryk nie chcąc sporów z poddanymi, kochankę kazał z zamku usunąć, jednak wcześniej swym najbardziej zaufanym ludziom, kazał wybudować podziemny pałac w okolicy wzgórza Salve Regina, który przepychem zamek sandomierski miał przyćmić. Gdy budowla została ukończona, publicznie odprawił Judytę z dworu. Ta udał, że opuszcza miasto, w drodze zawracając do podziemnego pałacu, gdzie oczekiwała swego księcia. Henryk odwiedzał ukochaną, jednak gdy czasu poświęcić jej nie mógł, Judyta zaczęła zgłębiać wiedzę tajemną [bo ja wiem, kabałę zaczęła zgłębiać – Tomek].
Pewnego dnia, Henryk zebrał swoich rycerzy i ogłosił, że udaje się na wyprawę przeciw Prusom. Ruszył na czele zbrojnych, jednak w drodze zawrócił i udał się do pałacu, gdzie Judyta na niego czekała, a dzięki swym czarom, wieczną młodość sobie i Henrykowi zapewniła [wiecznie młody czy nie i tak zmarł bezdzietnie – Tomek].

Opracowanie:
– Bartłomiej Grzegorz Sala, Legendy zamków świętokrzyskich, Wydawnictwo Bosz, Olszanica 2017;
– wizyta własna 🙂

Rycina w obrazku głównym z www.zamki.pl

(Visited 199 times, 1 visits today)
Close