Written by 17:26 Mity i legendy

Bestiariusz powstaje…

W dzisiejszej części zajmiemy się różnymi bestyjami na literę B. Nie przedłużając, jedziemy z tematem:

BABA – to stara kobiecina zajmująca się w dawnej polskiej wsi leczeniem i urokami. W sumie wszechstronnie życiowo zaradna bo zbierała zioła, sporządzała różne maści i eliksiry, a to czarowała, a to służyła radą czasem akuszerką była i porody odbierała. Nie wiedzieć czemu budziła wśród włościan ogromny szacunek, a także irracjonalny lęk. Podobnie miały inne kobiety, które dożyły późnych lat swego życia. Słowem wyjaśnienia, w dawnych wiekach dożywanie przez mężczyzn sędziwego wieku nie było takim niespotykanym zjawiskiem. Natomiast z kobietami było inaczej, każdy poród był jak chodzenie na golasa po polu minowym, dlatego sędziwy wiek stanowił niespodziewaną rzadkość. Starość u kobiet uważano za coś podejrzanego… w sensie nadnaturalnym. Stąd zapewne pochodziło przekonanie, że wiele demonów przypiera postać starej, brzydkiej i pomarszczonej baby.

BANNIK – bądź łaźnik, był wywodzącym się z pradawnych czasów… jakżeby inaczej… istotą opiekującą się łaźniami. W niewielką banię… nie chodzi mi tu o kaca… tylko z ruska zwany budyneczek, było wyposażone niemal każde dawne słowiańskie gospodarstwo. Bannik miał postać karłowatego dziadygi z wielką głową i bujną, rozczochraną fryzurą. Wiedźmin raczej by go nie ubił ponieważ zasadniczo nie bywał groźny dla ludzi. Mieszkał sobie w łaźni, której sumiennie doglądał, a za swe usługi domagał się codziennie… a jakżeby inaczej… cebrzyka wody.

BAHAN – to dobry duch gospodarstwa, opiekun ptactwa i wszelkich zwierząt gospodarskich. W wierzeniach białoruskich, zależnie jak traktowali go gospodarze tak im się odwdzięczał. Jak byli dla niego dobrzy to zwierzątka rodziły się zdrowe, a jak źli… no cóż to wtedy były wykastrowane. Bahanowi w żłobie robiono specjalne posłanko, wyścielane miękkim sianem, tak by duszek spał blisko swoich kochanych zwierzątek. Wypoczęty stworek jeszcze chętniej chronił żywy inwentarz przed chorobami i atakami drapieżców. Sianko na którym smacznie chrapał, zyskiwało cudowne magiczne właściwości – podobno podawano je kobietom po połogu jako lekarstwo.

BAJ – kolejne stworzenie z wiejskich chat, swoja drogą pojemne te chaty. Baj nocami popierdzielała cichuteńko po ścianach i suficie chłopskiej chacjendy. Za codzienną michę mleka i łyżeczkę kaszy, odwdzięczała się gospodarzom… śpiewając kołysanki im dzieciom:).

BAZYLISZEK – można powiedzieć jeden z klasyków słowiańskich maszkar. Niejeden wiedźmin musiał się mierzyć z tym… tak małym stworem. Zamieszkiwał on ciemne piwniczki, podziemne korytarze i częściowo zawalone lochy pod ulicami dużych miast. Potworek ten wykluwał się z koguciego jaja umieszczonego na stercie gnoju, a wysiadywanego przez ropuchę przez bite 9 lat. Stwór ten miał ciało koguta, wężowaty ogon i wyłupiaste, żabie oczy – to one czyniły z niepozornego stworka…. krwiożerczą maszyną do zabijanie. To właśnie wzrokiem, bazyliszek potrafił zabić każdą żywą istotę! Żeby go pokonać potrzebna była zwierciadlana zbroja, albo po prostu zwierciadło… jeśli się miało szczęście.

BEŁTY – zwane również błędami, to demony polne, które wabiły podróżnych po pustkowiach. Zamieszkiwały w pobliżu gościńców i traktów, gdzie sobie tylko znanymi sposobami powodowały u ludzi chwilowy brak orientacji w terenie…Hmm tyle lat minęło, a odrodziły się pod postacią GPSu, no niby wskazuje drogę a potrafi wyprowadzić na manowce… Kompletnie nie wiedzieć czemu bełty upodobały sobie mylenie dróg osobom… wracającym z karczmy [pijusy jedne]. Złośliwcy twierdzą, iż choć złośliwy demon zniknął z naszego krajobrazu, to samo zjawisko “puszczania bełta” pozostało.

BEZKOST – to szczególnie paskudny podgatunek wampira. Podobnie jak inne upiory, powstawał z człowieka. Niestety zamiast grzecznie gnić sobie w mogile, uparcie powracał na powierzchnię by wysysać krew z żyjących…uuu… Jednak podczas gdy zwykli krwiopijcy zachowywali w miarę ludzkie kształty, u bezkosta szkielet w ogóle nie istniał. Demon ów przypominał… worek na kartofle, który wypełnia się krwią ofiary. Taka fizjologia pozwalała mu przeciskać się przez najmniejsze szczeliny i docierać do najlepiej ukrytych nieszczęśników.

BAŁAMUTNIK – to wodny demon, który był bardzo chutliwym, skubańcem:). Nie wiedzieć czemu, jego brzydka, opuchnięta i stara twarz, wielki brzuch oraz pokryta brodawkami skóra nie zjednywały mu zbyt wielu wielbicielek. Do tego w swoich podrywach bywał tak pierdołowaty i niezdarny, że wzbudzał politowanie a nie strach. Jak by się zastanowić to wielu z nas, wśród swoich znajomych znalazłby takiego bałamutnika… Zazwyczaj więc zniechęcony stwór, siedział w chaszczach i z przyczajki podglądał kapiące się na golasa wieśniaczki…normalnie szok:). Bywało i tak, że lubieżny stwór, by zaciągnąć jakąś białogłowe w chaszcze, uciekał się do różnych forteli. W końcu jak żądze przycisną i najdzie ochota to i pies kota wyłomota:). Bałamutnik za sprawą magii zmieniał swoją postać w niezwykłej urody młodzieńca o silnych ramionach, wydatnej szczęce i gęstej czuprynie. W takiej postaci udało mu się dość prędko poderwać jakąś dzierlatkę. Wtedy po paru upojnych minutach czar pryska, a wychędożona ofiara, widząc, z kim naprawdę poszła w szuwary… no cóż traciła zmysły i rzucała się w nurt rzeki. Ale niema tak łatwo, bo kobiety po takich schadzkach z bałamutnikiem nabywały pewną super moc – potrafiły oddychać pod wodą:).

BANDURKI – były złośliwymi istotami, które wieczorami czaiły w pobliżu ludzkich domostw. Udawały dobre i uczynne człowiekowi duszki, szczególnie przydatne dla bywalców karczm. Wystarczyło tylko zagwizdać, a zjawiały się usłużnie i oświetlały drogę w ciemnościach, a także towarzyszyły podczas nocnej wędrówki do domku. Jednak po kilku godzinach takiego zdawałoby lekkiego marszu, prowadzony przez bandurki delikwent odkrywał, że znalazł się na kompletnym zadupiu. Kiedy taki osobnik po zorientowaniu się czychaczem chciał się wycofać, demony rzucały się na niego niczym banda dresów, spuszczając mu tęgi łomot i śmiejąc się przy tym. Trudno się bronić przed przewagą liczebna więc zostaje sprawdzona metoda żeby nie dostać po mordeczce… szaleńczy bieg prosto do domu:). Niejednemu pijusowi po takiej nocnej przygodzie odechciewało się pijaństwa… oczywiście aż do kolejnej wizyty w karczmie:).

BARSTUKI – to niewielkiego wzrostu istotki mieszkające sobie, w wydrążonych pod ziemią norkach i korytarzach na granicy pól, ogrodów i przydomowych sadów. Wyglądały jak karły o szpetnych, pomarszczonych gębach z wielkimi głowami i brodami. Mimo takiej aparycji były niezwykle ruchliwe i z głośny wrzaskiem lubiły zdewastować ogród czy tam inny sad. Należało od czasu do czasu zorganizować dla nich imprezę z dużą ilością chleba,mięsa, sera i masła. Tak przekupione stwory, od tej pory pilnowały upraw hojnego gospodarza, kradnąc zboże od jego nie lubianych sąsiadów, no taką trochę mentalność kaliego wyznawały.

BIEDA – źródła podają, że była… nieśmiertelnym demonem…. hmmm w sumie demony zazwyczaj są nieśmiertelne?! mniejsza z tym. Miała postać przeraźliwie wychudzonej kobiety, ubranej w postrzępione łachmany i tak sobie wędrowała po świecie. wybrawszy sobie gospodarstwo, w którym chciał się zadomowić, zjawiała się tam pod postacią wróbla, polnej myszy, albo kawałka drewna. Jej obecność wywoływała od razu fale nieszczęść, a to bydło zdechło, a to myszy zeżarły całe zboże, a to wybuchały spontaniczne pożary. Nie wiedzieć czemu naszym przodkom wcale nie podobał się taki lokator. Nawet doprowadziwszy swych gospodarzy do zupełnej ruiny, wierna jak pies zostawała przy nich do samego końca… to znaczy ich końca.

BIES – kolejny przedchrześcijański demon, również na liście wiedźminów do odstrzału. Zamieszkiwał pradawne puszcze, bory i inne takie miejscówy, skąd zsyłał na ludzi przeróżne klęski. Nasi praojcowie oskarżali biesa o zło wszelakie, jakie ich spotykało na ziemi. Dlatego wraz z nadejściem chrześcijaństwa, bies się zbiesił i zaczął być utożsamiany z… diabłem.

To tyle jeśli chodzi o ten odcinek, mam nadzieje że się podobało, zachęcam do komentowania, konstruktywna krytyka też się przyda. Pozdrawiam wszystkich serdecznie.

Garść literatury:

  1. W. Gaj-Piotrowski, Duchy i demony, Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, Wrocław 1993.
  2. A. Gieysztor, Mitologia Słowian, Wydawnictwo Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1982.
  3. L. Siemieński, Podania i legendy polskie, ruskie i litewskie, PIW, Warszawa 1975.
  4. P. Zych, W. Vargas, Bestiariusz Słowiański Cz. I i II, BOSZ, Olszanica 2017.
  5. Wiedza własna… i interpretacja:)


(Visited 135 times, 1 visits today)
Close