Written by 23:35 Jura, Śląsk i Zagłębie, Szlak kulinarny, Szlak Orlich Gniazd, Zamki i pałace

Święto Pstrąga 2019

Święto Pstrąga w Złotym Potoku to jedna z tych imprez, na które zawsze staramy się znaleźć czas [dokładnie, pominę fakt że dopiero drugi raz byliśmy:) – Tomek]. I nie chodzi tu tylko o pałaszowanie ryby [nie??? – Tomek]. Złoty Potok w gminie Janów, leży w bardzo atrakcyjnym turystycznie regionie: blisko z niego do ruin zamku Ostrężnik, do Bramy Twardowskiego i Diabelskich Mostów (czyli ciekawych form ostańców skalnych), przysłowiowy rzut beretem do pałacu Raczańskich i muzeum Krasińskiego, 10 min autem do Pustyni Siedleckiej (tak, na Jurze są dwie pustynie) i 20 min do ruin zamku w Olsztynie. I to wszystko można zobaczyć w jeden dzień! [dokładnie, no chyba, że jest się np z Wrocławia, Poznania, Warszawy albo Gdańska, choć w sumie są hotele:) – Tomek]

Pstrągarnia Raczańskich jest chyba najstarszą pstrągarnią w Europie kontynentalnej, nic więc dziwnego że wytworzyła się tu pewna forma przyprawienia tej ryby, która teraz uchodzi za typowe danie Stołu Jurajskiego.
Na szczęście jest moda na propagowanie tradycyjnych, regionalnych dań, dlatego podróżując często można się natknąć lokalne festiwale smaków, a jednym z nich jest Święto Pstrąga, które w tym roku było obchodzone po raz 23. Od zeszłego roku Święto Pstrąga, które tradycyjnie obchodzi się w pierwszą niedzielę sierpnia, poprzedza Święto Ryby Jurajskiej, które w tym roku miało swoją drugą edycję. I to właśnie w tym święcie, choć przez chwilę, mieliśmy przyjemność uczestniczyć.

Tak jak w poprzednich latach, impreza zorganizowana jest nad stawem Amerykan. Ale spokojnie, nie tylko pstrągi są tam atrakcją [nie??? – Tomek]. Właściwie, to dzięki drewnianej architekturze knajpek, lesie i plaży przy stawie można się tu poczuć prawie jak nad morzem. Dla bardziej aktywnych, od strony parkingu działa park linowy, a dla spacerowiczów trasy z uroczą kładką nad jeziorem. A jak już przy jeziorze jesteśmy…

Po Amerykanie pływa sporo kaczek, które za swoje wodne popisy, są nagradzane przez biesiadników jakimiś kąskami ( o zgrozo, najczęściej bywa to chleb), ale w tym roku całe show skradły łabędzie.

A właściwie to cała rodzinka łabędzi, bo można było wyróżnić rodziców i czworo szarych, kudłatych i dość pokracznych łabędzików. Muszę przyznać, że pierwszy raz miałam okazję zobaczyć małe łabędzie, i to jeszcze tak blisko [taa szczególnie tatę łabędzia co Cię prawie pogonił:P – Tomek]. Mimo już dość sporych rozmiarów, skrzydełka miały króciutkie, przez co wydawały się takie trochę nieporadne, ale grzecznie płynęły za rodzicami w stronę turystów, którzy już gotowali się do fotografowania tych pięknych ptaków.

No dobrze, ale mimo że od łabędzi nie mogłam oderwać wzroku, to nie one miały być główną atrakcją tego dnia, a pstrąg jurajski [no wreszcie:) – Tomek]. A jaki to jest ten pstrąg jurajski?

Złotopotocki Pstrąg

Tradycyjny Złotopotocki Pstrąg, panierowany jest w mące i płatkach migdałowych, po czym smażony jest na maśle klarowanym. Według Zbioru Przepisów Regionalnych, pstrąga serwuje się w towarzystwie smażonych na głębokim tłuszczu kulek z puree ziemniaczanego oraz surówek z pomidorów, cebuli i czosnku.

My akurat dostaliśmy tackę surówek z marchewki i kapusty (białej i czerwonej), a zamiast kulek z puree były frytki, ale i tak nie narzekamy 🙂 bo dobre było [gorgeous – Tomek] ?? A na koniec, tak na dopychacza, kupiliśmy sobie po pajdzie chleba ze smalcem i ogórkiem kiszonym. Cholesterol +300% 🙂 [taa a pytałem się grzecznie czy Ania zje… no to później musiałem dwie kromy wcinać, cholesterol 600% normy – Tomek]

Festyn rodzinny

Całej imprezie towarzyszy festyn, umiejscowiony na pobliskiej polanie. Można tam było zobaczyć stragany z biżuterią, koszulkami i wyrobami miejscowych pasiek, jakieś food tracki. Była też scena, jednak chcąc podjechać do Olsztyna, nie czekaliśmy na zapowiadane koncerty. Udało się nam jednak załapać na występ Zbigniewa Buczkowskiego, który prowadził pokaz kulinarny, a raczej zabawiał publiczność, podczas gdy kucharz (który również czasami dorwał się do mikrofonu) przygotowywał jakieś dania . Niestety piszę jakieś, ponieważ było tyle ludzi, że nie bardzo mieliśmy możliwość zobaczyć co było na blacie [nie jakieś danie tylko tego słynnego złotopotockiego pstrąga:) – Tomek] .

Olsztyn

Gdy zaczynaliśmy prowadzenie tego bloga, Tomek wyszedł z propozycją, by przejechać Jurę od samego Wielunia aż za Kraków i dopiero wtedy opisywać poszczególne miejsca i obiekty, a w szczególności zamki należące do Szlaku Orlich Gniazd [dokładnie takie kolejne magnum opus tego bloga, na które nam zejdzie sporo czasu – Tomek] .
Nie chciałabym się tu wyłamywać od tej zasady, dlatego zarówno jeśli chodzi o zamek w Olsztynie, jak i o Ostrężnik, nie będę Wam tu przybliżać ich historii, a jedynie opowiem o naszej wizycie.

Na zdjęciach Olsztyna zależało mamie, która tego dnia towarzyszyła nam podczas wyprawy. Z tej racji podjechaliśmy do Olsztyna (wiem że to oczywistość dla miejscowych, ale by rozwiać potencjalne wątpliwości, chodzi o Olsztyn koło Częstochowy) i ruszyliśmy na zamek.
Już z drogi było widać, że zamek obłożony jest rusztowaniami, co oznacza że na kolejnym zamku trwają prace remontowe. I nie zrozumcie mnie źle, ja naprawdę bardzo się z tego cieszę, ale zaistniała obawa, że być może na zamek nie uda nam się wejść. Na szczęście okazało się że ruiny dalej są udostępniane do zwiedzania, a jedynie część wschodnia ( ta z charakterystyczną wieżą, zakończoną czerwoną cegłą) jest odgrodzona.

Po zrobieniu kilku zdjęć, przez chwilę podziwiałyśmy z mamą roztaczającą się ze wzgórza zamkowego panoramą, po czym skierowałyśmy się do bramy wejściowej, gdzie czekał na nas Tomek [nie czekałem, tylko spałem na ławce bo cały tydzień nocki miałem to i sen głęboki mnie dopadł – Tomek] i razem ruszyliśmy na Olsztyński rynek.

Na rynku jest makieta, przedstawiająca zamek za czasów jego świetności. Jest ona zamknięta w oszklonym ekspozytorze, przez co dość trudno ją sfotografować .

Mam nadzieję, że podczas obecnie trwających prac remontowych, choć częściowo, zostaną zrekonstruowane mury obronne zamku.

Ostrężnik

Ostrężnik jest dość ciekawym obiektem. Na początku byłam przekonana, że był to zamek zbójecki, potem przeczytałam jakoby miał powstać z polecenia Jana Muskaty, co by oznaczało że miała być to kolejna posiadłość Biskupów Krakowskich. Jest on jednak uznawany za zamek obronny, który jest częścią Orlich Gniazd. Pikanterii dodaje fakt, że z niewiadomych powodów, został on bardzo szybko opuszczony, podobnie jak sąsiadujące z zamkiem strażnice w Suliszowicach i Przewodziszowicach.
Sporo znaków zapytania, mało faktów = pożywka dla twórców spiskowych teorii 🙂 [nie ma sprawy skoro zostałem wywołany, według jednej jest to strażnica, nie ma jej w oficjalnych zapiskach i mogła być jak te tajne więzienia CIA w Polsce, tyle że w Średniowieczu i był tam przetrzymywani wrogowie polityczni naszych władców – Tomek]

Ruiny zamku znajdują się na terenie rezerwatu przyrody o tej samej nazwie – Ostrężnik. Prócz zamku, podążając ścieżką dydaktyczną, prowadzącą do Pstrągarni Raczańskich, można zobaczyć ciekawą formację skalną – Diabelskie Mosty, nazwaną tak przez Zygmunta Krasińskiego, który często spacerował w pobliżu Złotego Potoku [wzdychając zapewne w reumantycznym uniesieniu do swej muzy i kochanki, Delfiny Potockiej – Tomek].
Zachęcam Was do odwiedzenia tych tajemniczych ruin. Co prawda zwiedzających czeka lekka wspinaczka, ale zdobycie ruin i widoki ze szczytu rekompensują to niewielkie zmęczenie. Warto zwrócić uwagę na sporą ilość jaskiń, które w przeszłości mogły być wykorzystywane jako skrytki dla okolicznych rycerzy-rabusiów. Kto wie, może na ich dnie dalej spoczywaj skarby, czekające na odkrycie przez kolejne pokolenia śmiałków rządnych przygód? [a jak je już znajdziecie, zapukają do was urzędnicy ze skarbówki:P – Tomek]

Zdjęcia: Ania

(Visited 61 times, 1 visits today)
Close