Written by 13:38 Śląsk i Zagłębie, Top 2 komentarze

Wzgórze św. Doroty

Wzgórze Św. Doroty w Będzinie Grodźcu od zawsze fascynowało ludzi. Zapraszam do zapoznania się z historią miejsca nierozerwalnie związanego ze Zagłębiowską sferą sacrum.

Odkąd pamiętam Wzgórze św. Doroty, potocznie nazywanej Dorotką, zawsze mnie intrygowało. Oczywiście jako dziecko nie wiedziałam ani jak się to wzgórze nazywa ani co jest na szczycie, ale wyobraźnia podsuwała mi romantyczne ruiny będące cichym świadkiem rozgrywających się tam dramatów a’la Piękna i Bestia [taa piękna to Rzeczypospolita, a bestie to wszelacy najeźdźcy, dramat jak w mordę szczelił – -Tomek]. A potem dorosłam i traktowałam je jako punkt orientacyjny….

Możliwe, że kiedyś bym tam dotarła, ale czas ten zdecydowanie skróciło polowanie na Znaczki Turystyczne, a Dorotka tokowy posiada. Wtedy też nieco więcej poczytałam o historii tego niezwykłego miejsca, i od tamtej pory wzgórze to zajmuje wyjątkowe miejsce w moim serduchu.

Historia Dorotki sięga okresu kultury łużyckiej [to są jaja dopiero bo niektórzy badacze twierdzą że kulturę łużycką stworzyli.. protosłowianie! – Tomek], kiedy to na jej szczycie istniała osada mieszkalna. Mają to potwierdzać znalezione podczas prac archeologicznych przedmioty jak kamienny bruk z paleniskiem, części naczyń i fragmenty wału obronnego. Znaleziony fragment figurki zoomorficznej może wskazywać, że było to miejsce obrzędów starosłowiańskich [aa napisałaś o tym czyli nie błysnąłem;( – Tomek].

Fragment kamiennego muru
Fragment kamiennej drogi

W 1635 r. ksieni klasztoru sióstr Norbertanek w Krakowie ufundowała kościół pod wezwaniem swojej imienniczki, którego budowniczym był ks. Wojciech Lipnicki. Kościół do dziś, choć nieco zmodyfikowany, stoi na szczycie wzgórza.
Budowa chyba nie szła zbyt gładko bo doczekała się własnej legendy, w której diabelskie moce burzyły w nocy to, co za dnia wybudowali ludzie. Dopiero odprawienie egzorcyzmów i poświęcenie wodą święconą na cztery strony świata pomogło w walce z czarcimi pomiotami [łachudry jedne, a rózgami pogonić to tałatajstwo:) – Tomek]. Gdy w nocy zgraja biesów otoczyła budowę z wielkimi głazami w szponach, od wschodu niebo pojaśniało ( i raczej nie za sprawą elektrowni w Łagiszy 🙂 ) i zstąpili Aniołowie. Starły się z sobą obie siły tocząc zażartą, choć nie specjalnie długą walkę [zapewne zastępy anielskie i piekielne grały z sobą w .. kamień, papier, nożyce:) – Tomek], a Anielscy Wojownicy wytrącali głazy z czarcich szponów z taką siłą, że te spadały w okolicach Siemianowic, gdzie do dziś ponoć leżą.

Kamienny głaz z rysami po czarcich pazurach??

Jeden z takich głazów, zarysowanych czarcimi szponami, możemy zobaczyć przy wejściu na polanę, po lewej stronie.
Dla chętnych poznać tę historię nieco bliżej, polecam Historie i Legendy Ziemi Będzińskiej, tu akurat w wersji elektronicznej.

Wzgórze fascynowało ludzi od dawna.
Marian Kantor Mirski, badacz historii Zagłębia Dąbrowskiego, wspominał o pruskich inżynierach wojskowych, którzy w 1805 r. mieli prowadzić na Dorotce prace pomiarowe pod projektowanie na wzgórzu fortyfikacji. Wówczas miano natrafić na dwie skrzynie zawierające m.in. ceramikę i wyroby z brązu i kości. Ciężko jednak zweryfikować te informacje, ponieważ żadne fortyfikacje na szczycie wzgórza nie doszły do skutku.
Jednak zachodni okupanci nie byli zbyt łaskawi dla samego kościoła, ponieważ to właśnie za ich “kadencji” zostały splądrowane krypty ( w których pochowano przedstawicieli rodów Bontanich i Ciechanowskich oraz ks. Jana z Maty Grządzielskiego), a które w latach późniejszych ostatecznie zalano żelbetonem w celu minimalizowania szkód górniczych.
Prusacy ukradli (nazywajmy rzeczy po imieniu) całe wyposażenie, w tym organy, a świątynię zamienili w stajnię.
Gdy Prusy straciły Zagłębie 1807 r na rzecz Księstwa Warszawskiego ( a potem Rosjan w 1815) świątynię przywrócono do kultu.

W czasie zaborów oraz w latach 20 XX w. kościół pw. św. Doroty przyciągał okolicznych wiernych, co było odnotowywane w księgach parafialnych. Próbowano go wykreować na duchowe centrum Zagłębia, jednak z taką konkurencją jak choćby klasztor na Jasnej Górze czy Sanktuarium w Piekarach Śląskich nie bardzo miał szanse. Czy to ze względu na niewielkie rozmiary, czy na zbyt małą ilość dokonanych się tu cudów, tego się nie dowiemy jednak z opowieści mojej mamy wynika, że jeszcze w latach 60/70 dalej były organizowane pielgrzymki na Dorotkę.

A jak już przy cudach jesteśmy, to jeden ponoć został odnotowany w kronikach parafialnych. Otóż niejaki Marcin Kotuła, śląski robotnik, mając ciężko chore dziecko, modlił się żarliwie o jego z drowie. We śnie usłyszał głos Matki Bożej, która poprosiła go, by przyniósł jej wizerunek do Kościoła (św. Doroty). Kotuła zakupił więc obraz Matki Bożej z pierścionkiem! w Piekarach i zaniósł do Kościoła, a jego dziecko ozdrowiało. Nieco dłuższa wersja tej historii wspomina, że niosąc obraz do Grodźca, nieszczęsny Kotuła został aresztowany za próbę przekroczenia granicy i osadzony w więzieniu, a obraz został uroczyście przeniesiony do kościoła dopiero po jego uwolnieniu. Ile w tym prawdy nie wiadomo, jednak legenda o cudownym obrazie była mocno upowszechniana w celu podbudowania turystyki pielgrzymkowej. W każdym razie obraz był, ale w 1968 r skradziono go lub zniszczono. Trzy lata później została wykonana jego kopia i do dziś możemy ją zobaczyć.

Zawierucha wojenna nie ominęła Dorotki. Po II WŚ kościół wyremontowano, zaś w czasach PRL zalesiono wzgórze. Złośliwi mówią że “władza” chciała ukryć kościółek przed wiernymi i księżmi, choć mnie wydaje się, że nie do końca to przyświecało pomysłodawcy. Mam wręcz wrażenie że w PRL-u panowała “moda na zalesianie”,[dobrze że marychy nie sadzili, bo toby dopiero był odlot, choć z drugiej strony Polska była najweselszym barakiem demoludów…hmmm.. przypadek? – Tomek] czego przykładem może być Pustynia Błędowska czy Prochownia w Ogrodzieńcu.

Ołtarz
Chór
Kaplica w jednej z wnęk

Dziś, mimo że w kościele odprawiane są msze święte tylko raz w miesiącu ( 6 dnia każdego miesiąca o godzinie 15:00), zgromadziła się spora grupa ludzi na popołudniowej eucharystii. Część przybyłych to zapewne okoliczni wierni, ale ze słów księdza wynikało że spora grupa uczestników była, podobnie jak my, gośćmi.

Wnętrze kościoła jest bardzo skromne [no barok toto nie jest – Tomek], w prezbiterium można zobaczyć obrazy ze scenami z życia i męczeńskiej śmierci św. Doroty. Jest też ciekawa rzeźba, ale nie jestem pewna czy to Matka Boża z nastoletnim Jezusem który trzyma kosz owoców? Jeśli ktoś z Was wie, bardzo proszę, podzielcie się swoją wiedzą w komentarzu.
Na uwagę zasługuje również drewniany, rzeźbiony ołtarz ze złoceniami, natomiast pozostałe elementy wystroju, w tym chór, kaplice we wnękach czy drewniana ambona potrzebowałyby “lekkiego” odświeżenia.
Na ścianach można zobaczyć reprodukcje wizerunków Marii Panny, jednak całość zrobiona jest trochę bez pomysłu i niestety tanio, choć trzeba przyznać, że jest dość czysto.
Rozumiem, że kościół sam w sobie nie ma zbyt wielu okazji do zebrania finansów potrzebnych na renowację, w końcu podlega teraz pod parafię św. Katarzyny w Grodźcu, ale jest to zabytek, mocno związany z historią Zagłębia i wydaje mi się że dobie dotacji, można by się postarać o zbiórkę funduszy na lekki lifting [czy ja wiem czy taki lekki, trzeba by wyklepać jak powypadkową furę z Niemiec – -Tomek]

Wzgórze św. Doroty ma jeszcze jeden zabytek, konkretnie na wschodnim stoku wzgórza. Chodzi o niewielką murowaną kapliczkę przy cudownym źródełku. Woda ze źródła ma ponoć leczniczą moc, zwłaszcza w przypadku chorób związanych ze wzrokiem, z przywracaniem wzroku włącznie.
Tym razem do kapliczki nie dotarliśmy [taa kłania się czytanie współrzędnych geograficznych – Tomek] (dobry powód by na Dorotkę wrócić)], jednak z tego co czytałam kapliczka jest w opłakanym stanie, a sama woda ze źródełka bardzo zanieczyszczona.

Przez Dorotkę przechodzi szlak Droga św. Jakuba – chrześcijański szlak pątniczy powstały w średniowieczu, jego symbolem jest muszla. Symbol ten można spotkać np w Tuchowie, Ojcowie, Sławkowie czy Będzinie.

Na koniec jako ciekawostkę dodam, że nie tylko modlitwy było słychać na szczycie wzgórza. Przez długi czas przy kościele w letnie miesiące były organizowane tzw. sobótki, podczas których palono ogniska wokół których tańczono i śpiewano. Mnie akurat łatwo sobie wyobrazić białogłowy pląsające z wiankiem we włosach, zwłaszcza że Dorotka, mimo że niższa, bardzo przypomina mi Ślężę i nie sposób nie odnieść się do przysłowia “Panu Bogu Świeczkę, a diabłu ogarek“. Tym bardziej że las porastający wzgórze św. Doroty dodał mu takiej tajemniczej aury i podkreślił, że jest to miejsce z historią którą trzeba odkryć, a którą czuje się wraz z wejściem na polanę [ale najlepiej jak jest ciepło, bo akurat tym razem czuć było ino chłód – Tomek].

Opracowanie:
http://sosnowiec.online/dorotka-wzgorze-o-wielu-obliczach/
https://gloria.tv/post/eUHtcYhZW3Lk2RwJKKkMVeBWh Historie i legendy Ziemi Będzińskie
https://www.slaskie.travel/Poi/Pokaz/2602/321/kosciol-sw-doroty-w-bedzinie-grodzcu
– wikipedia 🙂
Zdjęcia:
Ania 🙂

(Visited 50 times, 1 visits today)
Close