Written by 17:13 Ku pokrzepieniu, Silva rerum

Sławne ustawki polaków…

…Czyli wszelkie mordobicia, mieczobicia, kulobicia i inne młócki, w których nasi przodkowie brali udział i najczęściej wygrywali. No dobra postaram się opisać te mniej “sławne” bitwy, bo o Grunwaldzie to chyba ktoś tam coś tam słyszał, tak samo o bitwie Warszawskiej, której 100 lecie obchodzimy w tym roku. Jednakże trzeba zacząć od pierwszej wielkiej ustawki, która weszła do historii, legendy i narodowego mitu, czyli CEDYNIA! Zanim przejdę do konkretów, taka bardzo subiektywna opinia, czytając o geopolityce czy oglądając różne wykłady odnośnie obronności kraju można dojść do konkluzji, że z narodu wojowników staliśmy się za miękcy. Ja wiem lata komuny, kompletne rozbrojenie społeczeństwa i marksizm kulturowy, doprowadziły do tego że jakby nas ktoś zaatakował to dostaniemy tęgie lanie…. a może nie? Może mamy ten gen wojownika, tylko chwilowo uśpiony? Dlatego stwierdziłem że trzeba sobie i może innym przypomnieć chwile naszej wojskowej chwały, może tak trochę ku pokrzepieniu serc:)

Dobra jedziemy z tematem, oczywiście krótki zarys historii jak doszło do naszej pierwszej bitwy z Niemcami, no właśnie bitwy czy raczej potyczki? Mam nadzieje że, potencjalny czytelniku kojarzysz coś odnośnie wczesnej historii Polski, jeśli nie odsyłamy do mądrzejszych badaczy, naukowców co napisali opasłe tomiska w tym temacie:). Zacznijmy od początku i nie nie chodzi mi o wielki wybuch czy Adama i Ewe, a o naszego Miecha Pierwszego. Pokutuje w naszej historiografii XIX i XX wieku przekładanie schematów myślenia na X i XI wiek. Łopatologicznie mówiąc, nieustanne zagrożenie Pruską germanizacją, pogardliwą republiką Weimarską czy totalitarną III Rzeszą nakładane było na relacje państwa Piastów z niemieckim cesarstwem Ottonów jako ciągła zajadła rywalizacja, a tu zonk.

A jak jest dzisiaj spytacie? Już wam mówię…. damdararam… jest zupełnie inaczej:). Miecho The First, nasz najwcześniejszy władca o którym mamy jakie takie pojęcie i informacje źródłowe, wcale nie przyjął chrztu z niemieckim nożem na gardle. Choć trza przyznać że zrobił to po mistrzowsku, ponieważ przyjął chrzest bezpośrednio z Rzymu, za pośrednictwem Czech i przy zgodzie albo co najmniej neutralności Cesarza! Ekspansja Imperium Ottonów w połowie X wieku sięgała na Połabie, a więc na obszary położone mniej więcej między Łabą i Odrą. Nawet na tych terenach Niemcy napotykali – i bardzo dobrze – na ogromne trudności, dodatkowo musieli się bronic przed najazdami koczowniczych Madziarów (Węgrów jakby kto nie wiedział). O parciu dalej na wschód w kierunku Poznania czy Gniezna chwilowo nie było więc mowy. Zresztą jakby się zastanowić między ziemiami władanymi przez Piastów, a Rzeszą niemiecką nie było chwilowo wspólnej granicy. Jak uczy geopolityka i co historia wskazała, marsz na wschód zajął parę wieków, ale w czasach Miecha tak nie było. Baaa autor najstarszej pisemnej wzmianki poświęconej naszemu krajowi (taki mnich Widukind z Korbei), zanotował że nawet przed chrztem Miecha doszło do układu o przyjaźni między Ottonem Wielkim a piastowskim księciem.

Natomiast po chrzcie to już w ogóle Miecho czerpał garściami z łacińskiej kultury, a więc w praktyce niemieckiej cywilizacji. Jako neofita widział w cesarzu swojego choćby symbolicznego zwierzchnika, ba godził się na to że Niemcy wiodą prym w Europie. Nasz książę nawet w dowód dobrej woli i podporządkowania płacił trybut Cesarzowi, choć są spory z czy z części, czy z całości jego ziem to było. Bulił go nadal i w pamiętnym roku 972, o czym pisał nieprzychylny Polsce kronikarz Thietmar. Co ciekawe ten sam kronikarz zanotował, że w owym roku dnia tego i tamtego (czyli 24 czerwca) doszło do krwawej jatki między Niemcami a Polakami pod jakąś “Cidini” i co gorsza (dla owego Thietmara) Wojowie Mieszka spuścili tęgi łomot Cesarskim!

Ustawkę pod Cedynią znamy z dwóch przekazów, z jakimiś tam szczegółami opisał ją wyłącznie Thietmar, kronikarz, biskup średnio lubiący Słowian, ale za to dobrze poinformowany co w trawie piszczy na piastowskiej rubieży, a zresztą chłop miał informacje z pierwszej ręki bo jego ojciec brał udział w bitwie i… no co przeżył :). Druga wzmianka pochodzi od Brunona z Kwerfurtu – misjonarza, przyjaciela naszego Bolka Chrobrego i polonofila dla odmiany:). Tyle że powtarzał wersje zasłyszaną na polskim dworze, iż Miecho zwyciężył bitwę fortelem jak imć Pan Zagłoba, albo podobnym:).

Kto zaczął tę rozróbę?

Taa, już wiemy że ustawka pod Cedynią jest pierwszą znaną konfrontacją zbroją w naszej jakże niełatwej historii relacji polsko-niemieckich. Pytanie brzmi kto do jasnej cholery zaczął?! W dawniejszej historiografii podawano, że przeciwnikiem Miecha miało być całe niemieckie cesarstwo a do samej konfrontacji zbrojnej doszło z woli imperatora Ottona Wielkiego. Poza tym klęska przyniosła Germanom wielkie upokorzenie, a odsłonięta Saksonia mogła być wydana na pastwę wojów naszego księcia. Sama bitwa też miała być wielka, gdzie tam setki tysiące miało w niej brać udział… problem w tym, że straszna bida ze źródłami, które mogły by to potwierdzić.

W takim razie co się stało? Thietmar podkreśla, że sztama miedzy cysorzem a Miechem nie została zerwana, a najazd nie był z rozkazu władcy. Niema co się dziwić, ponieważ Otton od paru lat przebywał w słonecznej Italii, gdzie toczył konflikty z Bizancjum, a jednocześnie negocjował ze wschodnim cesarzem o mariaż, między dziećmi obu władców. W interesie Ottona zależało na utrzymaniu spokoju na północy, jeśli nie na stałe to chociaż aż upora się z problemami we Włoszech. W Germanii rządy w imieniu cysorza pełnili różni możni i urzędnicy. Trudna sytuacja panowała na Połabiu. Jakiś czas wcześniej Otton podzielił ten jeszcze dziki i pogański obszar na kilka odrębnych prowincji zarządzanych przez świeżo mianowanych wielmożów. Kierował się starą rzymską zasadą “dziel i rządź”, bo myślał, że margrabiowie będą rywalizować między sobą i szachować się wzajemnie. Ale jak to w życiu bywa nie wszystko idzie z godnie z planem i zawsze znajdzie się ktoś ambitniejszy niż reszta. W tym wypadku był to margrabia Hodon, postawiony na czele tak zwanej Marchii Wschodniej.

Od Thietmara wiemy, że to ten możnowładca niespodziewanie napadł na Miecha. Bardzo prawdopodobne, że zrobił to z przyczajki to jeszcze samowolkę odwalił. Ciężko szukać w kronikach, które by tłumaczyły jego motywy, jednak w ogólnym zarysie można by przedstawić… Miechu jeszcze przed ochrzczeniem wplątał się w wojnę z plemionami zamieszkującymi Pomorze. Wojenka toczyła się ze zmiennym szczęściem, bo fortuna to kapryśna pani. Nasz książę początkowo zbierał tęgie baty, baa podczas jednej batalii stracił nawet brata. Jednak Miecho to był chłop ze stalowymi cochones więc się nie poddawał i szala zwycięstwa przechylała się w jego stronę. W 967 roku nasz księciunio, wsparty wojami z Czech, spuścił srogi łomot wrogom i zabrał się za podbój Pomorza. W 972 roku inwazja była na ukończeniu, a w ręce Piasta wpadł w Kołobrzeg. Bronił się jeszcze Wolin, prawdziwa metropolia jak na tamte czasy i jeszcze o takim wikińskiej stylówie. Prawdopodobnie, to właśnie pogańscy Wolinianie, którzy stanęli na krawędzi katastrofy, weszli w 972 roku w konszachty z ambitnym margrabią Hodonem.

Utrzymujący się z handlu wolinianie, mogli skusić niemieckiego wielmoża srebrnikami, futrami, zdobnymi szatami czy niewolnikami. chcieli przekupić chłopa po prostu. Hodon mógł główkować w ten sposób, że jak oficjalnie zhołduje jedno z najbogatszych miejscówek na Pomorzu, to od razu zaplusuje u cysorza, a ten obsypie go kolejnymi tytułami czytam innymi przywilejami. Margrabia sporo ryzykował, wolinianie oczekiwali od niego że od razu zbierze wojska i uderzy na piastowskiego księcia. Jak akcja się uda to wszyscy mu będą gratulować, że utarł nosa zbyt odważnie poczynającemu sobie Słowianinowi, ale jak będzie wtopa to trzeba się będzie tłumaczyć z napaści na sojusznika cysorza i jeszcze chrześcijańskiego władcę. Koniec końców chciwość i ambicja wzięła górę nad rozsądkiem i Hodon ruszył na Miecha.

Fortelem ich, fortelem!

Była to wyprawa przygotowana na chybcika, nawet na wezwanie margrabiego nie stawił się nikt znaczny poza ojcem kronikarza Thietmara, a i tak pewnie niewielki to był kontyngent. Sporo mówi też czas bitwy, jeśli to był czerwiec, to żołnierze musieli wyruszyć jeszcze przed żniwami, gdy zasoby znajdowały się na ukończeniu. Oznacza to że wojacy nie mieli możliwości żywienia się na wrogiej ludności. Wiadomo Cedynia to nasza duma i mit narodowy, ale źródła z X wieku milczą o niej (poza Thietmarem). Co jest ciekawe, bo jakby w starciu poległy setki czy nawet tysiące rycerstwa w konfrontacji Cesarstwa ze Słowianami, to na pewno by ktoś o tym napisał:)

Wychodzi na to, że w ustawce pod Cedynią doszło co najwyżej do… potyczki. Obie strony dysponowały na szybko zwerbowanymi nielicznymi oddziałami, które prały się po pyskach, przy użyciu różnych narzędzi mordu. Fakt, przewaga uzbrojenia była po stronie niemieckiej. Przebieg starcia też nie jest za bardzo znany, co nie przeszkodziło napisać przepastnych artykułów czy książek na ten temat:) Wiemy tyle, że Bruno z Kwerfurtu pisał iż Miecho wygrał podstępem, a Thietmar zanotował, że konfrontacja dzieliła się na dwa etapy. Najpierw nasi dostali łomot, a później zwyciężyli ścigających ich Niemców. Tu dopiero zaczyna się pole do popisów interpretatorskich. Badacze ukuli teorię, że nasz księciunio zastosował tę samą taktykę, która przyniosła mu, parę lat wcześniej, zwycięstwo w decydującym starciu z Wolinianami. Wówczas Miecho podzielił swoja ekipę na dwie części i pozorując ucieczkę jednego z oddziałów, uderzył na wroga drugim od tyłu. Pod Cedynią prawdopodobnie też tak zrobił, tak czy inaczej sukces naszych był zupełny:)

Cedynia, jaka Cedynia?

Wszystko inne (prócz zwycięstwa oczywiście) co pisano o ustawce pod Cedynią, to już kompletne domysły, luźne fantazje albo inna propaganda. Nie da się opisać pola bitwy, choć z dużą swobodą robili to dawniejsi znawcy tematu. W sumie nie mamy także pewności gdzie stoczono ową potyczkę. Tu już w ogóle zaczyna się zabawa na całego bo powszechnie używa się przekładu z kroniki Thietmara jakoby do starcia doszło pod tą naszą Cedynią. Tyle tylko, że kronikarz niemiecki nie pisał o miejscowości jako takiej a o miejscu. A żeby było jeszcze śmieszniej nie używał nazwy Cedynia tylko jakiegoś tam najbliższego łacińskiego określenia – Cidini. Nie wiadomo czy chodziło mu o twierdzę, osadę, las, kręgi w zbożu czy plamy na słońcu. Dzisiaj zwykle potyczkę wiążę się z położoną na granicy polsko-niemieckiej Cedynią. Tyle że za tą miejscową przemawiają argumenty, no wicie rozumicie, polityczne:)

źródło: niezawodna Wikipedia dla mas:)

Faktycznie jeśli bitwa rozegrała się pod obecną Cedynią, Hodon musiałby się strasznie daleko zapuścić na północ. Margrabia zarządzał Łużycami, dlatego dotarcie do Cedyni wymagałoby przejście przez dobra konkurencyjnego możnowładcy, i obejścia terenów Miecha jakimś 200 kilometrowym łukiem. Może i tak było kto wie. Bardziej prawdopodobna teoria zakłada, iż Hodon wyruszył najkrótszą drogą ze swojej domeny wprost na teren Piasta. Zapomniałem wspomnieć, że nazwa Cidini była bardzo nieprecyzyjna mogło istnieć dziesiątki miejscowości o tej nazwie, albo i jeszcze więcej, które zaginęły w pomroce dziejów. Inni badacze podnoszą jeszcze kwestie ukształtowania terenu, jeśli bitwa odbyła się na obecnej granicy polsko-niemieckiej. Trochę dziwne, że Thietmar zanotował jakąś Cidini, a nie opisał, że Odra rozlewa się w tym miejscu na szerokości kilku kilometrów.

Co ważne, sama obecna Cedynia jeszcze w XIXw i wcześniej, żadną Cedynią nie była. Początkowo była Cednem, potem Cedzyną, a przez moment nawet… Szczerbcem:). Definitywnie ostateczna nazwa Cedyni była zatwierdzona w 1946r. Zresztą mądrzy ludzie wzięli na warsztat określenie zapisanego przez Thietmara po łacinie, Cidini. Okazało się, że to mogła być… damdaradam… Sidzina bądź Siedzina, ewentualnie Szczytno czy Sitno, bo tak można odczytać tą nieszczęsną Thietmarowską, Cidini.

Uff, pomijając fakt gdzie dokładnie odbyła się nasza pierwsza sławna ustawka, jej skutki okazały się wielkie i dalekosiężne.To że przeszła do narodowych mitów już pisałem. Ta niby drobna potyczka szybko zaogniła nasze relacje ze szwabikami. Miecho skap się, że posiada siły by nawet zbrojnie interweniować w Cesarstwie. Jak pokazała historia długo nie musiał czekać by sprawdzić to w praktyce, bo rok po bitwie Cedyńskiej zmarł Otton Wielki… ale to już story na inną okazję:).

Mam nadzieje, że się podobało, choć wiadomo że mam ciężki styl pisania i ciężko się mnie czyta:). Oczywiście jeśli macie jakieś swoje przemyślenia to jak zawsze czekam na komentarze. Pozdrawiam i do napisania…. kiedyś tam:)

źródełka:

  1. Filipowiak W., Cedynia w czasach Mieszka I, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1966
  2. Labuda G., Studia nad początkami państwa polskiego, t. I, Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, Poznań 1987.
  3. Rochala P., Cedynia 972, Bellona, Warszawa 2002.
  4. Strzelczyk J., Mieszko Pierwszy, Wydawnictwo Abos, Poznań 1992.
  5. Ciekawostki Historyczne, Polskie Triumfy, Kraków 2018
  6. Wiedza własna i interpretacja:)
(Visited 18 times, 1 visits today)
Close